Moje trzęsienie było spowodowane jednym z najcięższych treningów ever. Nowy plan na siłowni zmusza mnie do użycia matematyk (o, zgrozo!). Opiszę o co chodzi.
Mam pierwsze ćwiczenie:
*wyciskanie techniczne. Załóżmy, że w I tygodniu wyciskam sam gryf (20kg).
I teraz: robię 2 serie z tym gryfem po 12 powtórze? i 2 serie z maksymalną liczbą powtórze? (najwięcej może być 30) = 2x12(20kg) + 2 max (20kg) (w tym przypadku 30 i 30). Teraz zaczyna się matematyka.
Dodaję te dwa maksy i dzielę przez ich liczbę, czyli przez dwa. Od wyniku odejmuję liczbę powtórze? z pierwszej serii (12) i wychodzi wynik, który też dzielę przez 2. Wychodzi mi wynik. Teraz jaśniej:
30+30=60
60:2=30
30-12=18
18:2=9 ---> o tyle muszę zwiększyć ciężar w następnym tygodniu w tym ćwiczeniu. Miesiąc robi się 2 serie po 12, następny miesiąc 3 serie po 12 i tak aż do 6-ciu. I tak mam obliczać wszystkie ćwiczenia, które robię.
Dziwna metoda, przyznam się, że pierwszy raz o niej słyszałam, ale podobno popularna (?).
Po pierwszym treningu z nowym planem, postanowiłam dalej opanowywać mój Dragon Flag (nie jest najgorzej :D ), zrobiłam komplet ćwicze? na brzuch (uginanie wyprostowanych nóg do kąta prostego, zgiętych nóg do klatki, spięcia brzucha, brzuszki do pozycji V). Na koniec dodałam sobie 15 min na rowerku.
Całość zajęła mi 2,5h w tym pogaduszki i objaśnianie planu :P
Dziś przyznam się, że nic nie ćwiczyłam. Rano wskakuję na rower i jadę przed siebie, wieczorem siłka +planche